Ile ja się o tym nasłuchałam i naczytałam. Syn jeszcze nie miał zapowiedzi zębów, a ja już wiedziałam, że będzie się ślinił, płakał, nieprzesypiał nocy i inne takie. Jak to zwykle bywa życie zweryfikowało trochę wiedzę książkową...
Pierwsze objawy pojawienia się ząbków obserwowałam w piątym miesiącu. Jak teraz sobie tak myślę to nadmierne ślinienie się i wkładanie rączek do buzi to były objawy. Zero stresu, zero płaczu. Budzę się pewnego pięknego dnia i widzę białą kreseczkę na dziąsełkach. Stukam, pukam łyżeczką i stwierdzam, że Młody ma pierwszego zęba. Ależ byłam dumna. Tego dnia skończył pół roku, a tu taki prezent. Radości było więcej już tydzień później, bo pojawiła się druga dolna jedynka. Tym samym w domu rósł mi mały kasownik. Uroczo wyglądał z dwoma zębami. Stan ten trwał dwa miesiące.
W siódmym miesiącu znowu zaczęły się ślinienia, gryzienie i wkładanie wszystkiego do buzi. Mądrzejsza o wcześniejsze doświadczenia wiedziałam już, że za kilka dni będą kolejne ząbki. Miałam rację. Już po tygodniu pojawiła się górna jedynka, a za nią druga. W tym miejscu pojawił się problem. Druga jedynka przebiła się tylko częściowo co sprawiało, że reszta pomimo, że chciała już ujrzeć światło dzienne nadal zostawała pod dziąsłem. To były straszne trzy tygodnie. Młody wstawał w nocy z płaczem (jak normalnie przesypia całe noce), pojawiały się stany podgorączkowe i był strasznie marudny. Na dodatek chcąc ułatwić przebicie zęba gryzł co popadnie, w tym mnie przy karmieniu. Nie wiedziałam co robić, odwołałam wszystkie wyjazdy i wszystkie wizyty znajomych, aby móc czas poświęcić dziecku. Pomoc przyniósł żel Dentinox. Wyciąg z rumianku złagodził podrażnienie. Na szczęście ząbki się przebiły i teraz Młody chodzi z nimi na wierzchu jak jakiś mały bóbr.
Kilka dni temu znowu zobaczyłam, że dziecko wkłada różne przedmioty do buzi, gryzie mnie i jest jakiś taki nieswój. Wczoraj w nocy nie spał tylko płakał. Nie można go było uspokoić - karmienie nie pomagało, noszenie nie pomagało, przytulanie nie pomagało... co gorsza był coraz większy krzyk. Jako, że tym razem żel nie pomógł, a dziecko miało coraz wyższą tempraturę zdecydowalam podać mu nurofen dla dzieci - pomogło. Na moje oko idą mu trójki, ale nic nie widać jeszcze.
Zastanawiam się co będzie dalej. Człowiek ma sporo tych zębów, a jak za każdym razem będę musiała rozszerzać środki zapobigawcze braknie mi pomysłów. Teraz dopiero rozumiem co mieli na myśli autorzy publikacji o ząbkowaniu - to naprawdę nie jest łatwy okres zarówno dla dziecka, jak i jego rodziców.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz