piątek, 23 października 2009

Ząbkowanie

Ile ja się o tym nasłuchałam i naczytałam. Syn jeszcze nie miał zapowiedzi zębów, a ja już wiedziałam, że będzie się ślinił, płakał, nieprzesypiał nocy i inne takie. Jak to zwykle bywa życie zweryfikowało trochę wiedzę książkową...

Pierwsze objawy pojawienia się ząbków obserwowałam w piątym miesiącu. Jak teraz sobie tak myślę to nadmierne ślinienie się i wkładanie rączek do buzi to były objawy. Zero stresu, zero płaczu. Budzę się pewnego pięknego dnia i widzę białą kreseczkę na dziąsełkach. Stukam, pukam łyżeczką i stwierdzam, że Młody ma pierwszego zęba. Ależ byłam dumna. Tego dnia skończył pół roku, a tu taki prezent. Radości było więcej już tydzień później, bo pojawiła się druga dolna jedynka. Tym samym w domu rósł mi mały kasownik. Uroczo wyglądał z dwoma zębami. Stan ten trwał dwa miesiące.

W siódmym miesiącu znowu zaczęły się ślinienia, gryzienie i wkładanie wszystkiego do buzi. Mądrzejsza o wcześniejsze doświadczenia wiedziałam już, że za kilka dni będą kolejne ząbki. Miałam rację. Już po tygodniu pojawiła się górna jedynka, a za nią druga. W tym miejscu pojawił się problem. Druga jedynka przebiła się tylko częściowo co sprawiało, że reszta pomimo, że chciała już ujrzeć światło dzienne nadal zostawała pod dziąsłem. To były straszne trzy tygodnie. Młody wstawał w nocy z płaczem (jak normalnie przesypia całe noce), pojawiały się stany podgorączkowe i był strasznie marudny. Na dodatek chcąc ułatwić przebicie zęba gryzł co popadnie, w tym mnie przy karmieniu. Nie wiedziałam co robić, odwołałam wszystkie wyjazdy i wszystkie wizyty znajomych, aby móc czas poświęcić dziecku. Pomoc przyniósł żel Dentinox. Wyciąg z rumianku złagodził podrażnienie. Na szczęście ząbki się przebiły i teraz Młody chodzi z nimi na wierzchu jak jakiś mały bóbr.

Kilka dni temu znowu zobaczyłam, że dziecko wkłada różne przedmioty do buzi, gryzie mnie i jest jakiś taki nieswój. Wczoraj w nocy nie spał tylko płakał. Nie można go było uspokoić - karmienie nie pomagało, noszenie nie pomagało, przytulanie nie pomagało... co gorsza był coraz większy krzyk. Jako, że tym razem żel nie pomógł, a dziecko miało coraz wyższą tempraturę zdecydowalam podać mu nurofen dla dzieci - pomogło. Na moje oko idą mu trójki, ale nic nie widać jeszcze.

Zastanawiam się co będzie dalej. Człowiek ma sporo tych zębów, a jak za każdym razem będę musiała rozszerzać środki zapobigawcze braknie mi pomysłów. Teraz dopiero rozumiem co mieli na myśli autorzy publikacji o ząbkowaniu - to naprawdę nie jest łatwy okres zarówno dla dziecka, jak i jego rodziców.

środa, 21 października 2009

Od jutra nie piję

Też mi postanowienie. Nigdy nawet przez moment nie piłam tak, aby móc tak powiedzieć. Od jutra nie palę, nie biorę dragów itd. Zero wyzwań. Z takimi postanowieniami moje życie nie zmieni się nawet odrobinę, a ja MAM POTRZEBĘ ZMIAN. Cokolwiek - może wstanę z drugiej strony łóżka...

Myślałam, że jak zostanę nianią coś się zmieni. Prawdę mówiąc prawie tak było. Niestety koleżanka dostała wypowiedzenie z pracy i tym samym sama zajmuje się swoim dzieckiem. Ja wróciłam do wcześniejszych zajęć - zajmuję się własnym dzieckiem, mężem, domem, zwierzakami. Moje życie jest jakieś takie... przewidywalne.

Dawniej tak nie było. Zawsze miałam głowę pełną pomysłów, czas i chęci, żeby je realizować. Teraz nadal mam pomysły jednak coś mnie trzyma bliżej ziemi. Nie mam potrzeby skoczenia na bungi, zdobycia Elbrusa (chociaż nie do końca), czy samotnej wędrówki przez Szkocję. Moje myśli częściej krążą wokół męża i syna, naszych wspólnych planów.

Nie jest mi z tym źle, ale muszę zrobić coś dla siebie, oderwać się na moment, albo dwa. Tydzien temu byłam na koncercie. To wyjście jednorazowe, ale zawsze coś. Dzisiaj... postanowiłam coś w sobie zmienić. Nie będę pracować nad swoim charakterem, bo na to wyzwanie przyjdzie jeszcze czas. Zdecydowałam, że zmobilizuję się i zacznę ćwiczyć. Nie jakoś fanatycznie, kilka ćwiczeń dziennie. Małymi kroczkami poprawię swą figurę, której i tak zbyt dużo złego nie mogę zarzucić.

Dlaczego o tym piszę? Otóż, za jakiś czas zajrzę tu i przeczytam, że coś sobie postanowiłam. Głupio mi będzie jak do tego czasu nic nie zrobię. Nie jest to wyzwanie, nie jest to też coś neiprzewidywalnego, ale na drabinę swego szaleństwa chcę wrócić, a mogę to zrobić tylko podejmując małe decyzje. Kiedyś zrobię więszy skok i pewnie też o tym napiszę ;-)

wtorek, 13 października 2009

Jestem nianią

No właśnie - jestem nianią. Tak naprawdę to trochę z przypadku. Jak się Ben
urodził to miesiąc później koleżanka też urodziła syna. Fajnie. Wspólne plany
na zabawy dzieci i przede wszystkim opiekę. Założenie było takie, że ja jako
pracocholik wracam po macierzyńskim do pracy, a koleżanka bierze wychowawczy i zajmuje się dziećmi. Fajny układ.

Niestety moja szefowa oświadczyła, że jak wrócę do pracy to i tak się pożegnamy. Chcąc, nie chcą jestem na wychowawczym. Koleżanka za to wróciła do pracy i to ja zajmuję się dwójką dzieciaków. Dzisiaj już drugi dzień moich zmagań z dwójką małych chłopców. Ale jazda - do matek dwójki dzieci - JAK WY TO ROBICIE? Jak jeden zasypia, drugi go budzi i odwrotnie. Nie można w spokoju nakarmić jednego, bo drugi wtedy na mnie wchodzi. Bawimy się razem to też jest rywalizacja kto będzie bliżej mnie.

Ciekawe czy dam radę. Daliśmy sobie tydzień czasu na "dotarcie się". Pewnie się uda, ale jak już mówiłam - po dwoch dniach pełen szacun przede wszystkim dla mam bliźniaków.