Moje dziecko przez prawie 11 miesięcy należało do dzieci, dla których butelka i smoczek mogłyby nie istnieć. Próżne próby nauczenia picia z butelki kończyły się niepowodzeniem, płaczem i w końcowym efekcie przystawieniem do piersi. W takich warunkach można się załamać. Gdyby nie obiadki i kaszki, które może podawać tata, wyjścia na kilka godzi byłyby nierealne. Do rangi marzenia urostało wyjście gdzieś na cały dzień.
Oczywiście co jakiś czas próbowałam nauczyć, że napoje w tym mleko można pić nie tylko z piersi, ale także z kubka niekapka, kubka kapka, czy wreszcie butelki. Bezkutecznie. W duchu czekałam na magiczny moment opisywany przez inne mamy, czyli odstawienie się dziecka od piersi - też nie nastąpiło.
Przełom wypadł w nocy z 29 na 30 grudnia. Wieczór jak każdy inny - wykąpaliśmy dziecko, pobawiliśmy się z nim i w końcu został przystawiony do piersi. Jak zwykle w takich chwilach zasnął. Wraz z mężem obejrzeliśmy jakiś film i dość późno położyliśmy się spać. Dziecko od trzeciego miesiąca życia przesypia całe noce, więc niczego nie przeczuwaliśmy.
Godzina trzecia nad ranem słyszymy przez nianię elektroniczną, że dziecko się obudziało. Zdarza się. Pomarudzi i zaśnie ponownie. Myliliśmy się. Nasz syn w płaczu zaczął się strasznie rozpędzać, słychać było, że jest głodny. Zabrałam go do sypialni i przystawiłam do piersi, ale jak karmić skoro w piersiach o tej porze nic nie ma. Mlody przystawiał się najpierw do jednej piersi, później do drugiej, popłakiwał. W końcu zmęczona całą sytuacją zrobiłam mleko do butelki i mu podałam. Oczywiście zachwycony nie był, ale z pewnością był glodny. W jednej chwili pojął do czego jest butelka i zjadł prawie wszystko co przygotowałam.
Najtrudniejsza decyzja przyszła rano. Pobudka i poranne karmienie. Zdecydowałam, że pójdę za ciosem i podam butlę. Wszystkie kolejne przystawienia piersią zastąpiłam butelką (próbowałam z kubkami, ale nie działało) i udało się. Po kilku dniach marudzenia dziecko zostało odstawione od piersi. Dostaje jeszcze moje odciągnięte mleko, ale jednak w głółnej mierze modyfikowane.
Jaka to ulga wie tylko ten kto bezskutecznie próbował odstawić dziecko. Już po tygodniu udało mi się wyjść na cały dzień, zostawić dziecko z tatą i wyjść ze znajomymi. Błogie uczucie. Akumulatory naładowane na długo.
Życzę Ci mamo odstawiająca wytrwalości, bo nigdy nie wiesz kiedy ten wyczekany przez Ciebie moment nastąpi.
czwartek, 14 stycznia 2010
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
